Weekend z siostrzenicą, czyli dlaczego dzieci nie są dla mnie

Tak, to prawda: nadal jestem trochę późnym nastolatkiem. W weekendy rzadko kiedy zwlekam się z łóżka przed jedenastą, czas wolny spędzam głównie na spożywaniu alkoholu z tymi znajomymi, którzy, tak samo jak ja, postanowili nie dopuścić jeszcze do finału okresu dojrzewania, a większość kasy, którą zarabiam wydaje na swoje przyjemności. 

Dobiegam do trzydziestki. Niestety. To ten czas, kiedy większa część moich znajomych ma już na koncie kredyty na mieszkanie, organizację imprezy na 150 osób, która ze względu na obecność disco – polo, szogunów z rodziny, których trzeba było zaprosić (co prawda ostatni raz widziało się ich jakieś dwadzieścia lat temu, ale według matki to tak bliska rodzina, że nie ma o czym deliberować) i schabowego o smaku glutaminianu sodu, nie miała szansy na sukces. Dodatkowo coraz więcej z nich decyduje się również na potomstwo.

Cieszę się, że się cieszą, ale zawsze z tyłu głowy pojawia mi się obraz smutku, jaki teraz ogarnie ich i moje życie. Ich dlatego, że większość nie zdaje sobie sprawy z tego, ile wyrzeczeń wiąże się z posiadaniem „bombelka”, a moje dlatego, że od teraz mogę zapomnieć o przetańczonych wspólnie nocach, po których przez następne dwa dni będziemy dochodzić do siebie. Koniec z majówkowymi wyjazdami, na których o trzeciej nad ranem śpiewamy piosenkę z Pocahontas, a na śniadaniu ratujemy się mimosą. Nie wychodzą też spontaniczne wyjścia do kina czy niskobudżetowe weekendy za miastem. Trochę to smutne, co nie?

Jakieś osiem miesięcy temu zostałem wujkiem. Moja siostra urodziła córeczkę, którą pokochałem od razu, jak ją tylko zobaczyłem. Lubię nosić ją na rękach, patrzeć na nią jak próbuje trafić różyczką brokułu do buzi, ale jednak wsadzą ją sobie do oka albo jak coraz zajadlej żuje głowę gryzaka – żyrafy. Ostatnio moja siostra i jej mąż szli na wesele i poprosili mnie o opiekę nad małą. Opiekowałem się nią już kiedyś, ale wtedy była naprawdę mała i łatwa w obsłudze. Sen, jedzenie, pielucha. Tym razem było nieco inaczej.

Zacząłem około osiemnastej. Pierwsza niespodzianka pojawiła się kilkanaście minut później. Na początku zaszklone oczy, zaczerwienione brwi i skupiony wraz twarzy nie mówił mi nic. Dotarło chwilę później. Do nozdrzy. To była taka sytuacja, na którą nie byłem gotowy. Mam wrażenie, że zużyłem pół opakowania nawilżanych chusteczek, żeby jakkolwiek zapanować nad sytuacją. Nie pomagało też to, że moja podopieczna od jakiegoś już czasu samodzielnie siada i nie przepada za leżeniem. O dwudziestej pierwszej mój poziom energii życiowej był na sporym minusie, a pozostało jeszcze najgorsze. Usypianie. Udało mi się po godzinie i czterdziestu trzech minutach. 

Noszenie dziewięciokilogramowego dziecka na rękach przed prawie dwie godziny jest mocno meczące. Po pierwsze, po trzydziestu minutach waga dziecka wzrasta kilkukrotnie i macie wrażenie, że dzieciak przemienił się w Hulka, a po drugie brakuje wam rąk. Jakim cudem mam jeszcze ogarnąć mleko? Wyparz butelkę, zagotuj wodę, potem ją przefiltruj, ostudź, sprawdź czy na pewno ma 40 stopni, dodaj proszek, wymieszaj, a potem jeszcze upewnij się, czy butelka jest odpowiednio zakręcona. A to wszystko jedną ręką, która i tak już jest odrętwiała. Byłem tak wykończony, że sam potrzebowałem butelki. A mój kręgosłup fizjoterapii. Do tego stworzonko, które nosiłem na rękach postanowiło zostać potworem i w pewnym momencie uznało, że zajebiste będzie wyrwanie mi połowy moich kręconych pukli. Bo czemu nie? Chcesz wiedzieć, jak obejdzie się z tobą łysienie androgenowe? Nie musisz czekać! Przecież zawsze chciałem sprawdzić jak będę wyglądał z przerzedzonymi włosami. 

Wyobrażacie sobie takie atrakcje codziennie? Ja niekoniecznie. 

Dochodzi do tego strach przed tym, co wyrośnie z takiego dziecka. Tak, to rodzice są za to odpowiedzialni. Ale teraz przypomnijcie sobie o tym, co robiliście jak mieliście po szesnaście lat? Oczywiście wiem, że dzieciom sprzedaje się wersję siebie, jaką chciałoby się być, ale teraz szczerze: czy na Was to podziałało? Nie chcę sobie nawet wyobrażać odpowiedzialności jaką trzeba na siebie wziąć, żeby dzieciak nie wyrosło na nieczułego dupka albo rozkapryszonego szmondaka.

Nie zapominajcie też o nieskończonych pokładach cierpliwości, które są niezbędne do wychowania dzieciaka i zbudowaniu z nimi zdrowej relacji opartej na zaufaniu i szacunku, a nie strachu. I jak w dobie internetu nie dać się zwariować w natłoku informacji? Szczepić czy nie? Karmić piersią czy nie? Jaką metodą wprowadzać normalne jedzenie? Dużo tego. Za dużo.

Dzieci są najlepsze, kiedy śpią.

Na razie małe dzieci rozczulają mnie na tyle, że je lubię, ale na ich posiadanie nie jestem w ogóle gotowy. Może kiedyś do tego dojrzeję. Może. 

Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *