Vama Veche

Samochodem po Rumunii, część 2 – plaże w Rumunii

Jeśli czytaliście poprzedni post, to wiecie, że pierwsza część naszego samochodowego tripu po Rumunii skończyła się w Bukareszcie. Teraz postanowiliśmy odwiedzić rumuńskie plaże.

Costinesti – brudne plaże, ładne morze

Rozczarowani, z uczuciem ulgi, opuściliśmy jedno z najbrzydszych miast jakie widzieliśmy w Rumunii, i ruszyliśmy w kierunku Costinesti. Zarezerwowaliśmy tam sobie całkiem fajny hotel (Perla Costinesti działa tylko w sezonie). Co nas przeraziło? Żeby dojechać do hotelu musieliśmy, a właściwie Marcin musiał, mocno nakręcić się po wąskich uliczkach pełnych ludzi i bud z pamiątkami. Do tego niesamowicie duże kocie łby i niezbyt dobre wytyczne google maps. W końcu jednak dojechaliśmy, rozpakowaliśmy manele w hotelu i ruszyliśmy na plaże. No i tutaj pojawił się pewien problem. Żeby było miło, lepiej było nie oglądać się do tyłu. Ludzie do syfiarze. Mimo obecności śmietników uznali, że zostawienie po sobie pustych butelek, puszek, ogryzionych kolb kukurydzy (hit plaż w Costinesti. Na każdym kroku można było spotkać budę, która sprzedawała kukurydze opiekaną na rozżarzonych kamieniach) i niedopałków papierosów. Wszystko dodatkowo ochoczo roznoszone przez bezpańskie, lecz przyjazne psy. Ale jak patrzeć tylko przed siebie, to rzeczywiście było całkiem przyjemnie. Świeciło słońce, fale rozbijały się o kamienie, zimne piwo wchodziło jak złoto. I tak spędzieliśmy trzy dni. Drugiego dnia udało nam się też znaleźć fajną i smaczną restauracje Terasa Stefan. Tam zjedliśmy świetne sarmale (coś jak nasze gołąbki) i spróbowaliśmy kolejnego tradycyjnego dania – mititei – rumuńskich kiełbasek z grilla. Do tego obowiązkowa już sałatka z pomidorów i sera Telemea.

Sarmale
Terasa Stefan

Co warto zobaczyć w Costinesti? Na pewno wrak statku i śmiesznie straszne karaoke w drewnianej budzie niedaleko plaży. Na plaży jest też pan, który w rumuńskiej wersji mam talent zajął jakieś wysokie miejsce i obecnie ręcznie maluje szklane magnesy. 

Plaża Costinesti
Plaża Costinesti

W niedzielę opuściliśmy Costinesti po drodze zahaczając o Vama Veche i Constancę. 

Vama Veche – po hipisach ani śladu

Vama Veche miała być ostoją hipisów. Założone w 1811 roku miasteczko okazało się jednak zwykłym, nadmorskim kurortem, jakich w Europie wiele. Zatłoczone plaże, steak house, pizzeria, budy z pamiątkami, parasole i leżaki do wynajęcia. Jedynego hipisa, którego widzieliśmy, dopijał piwo pod budą ze śmietnikami. Wypiliśmy po kapuczinie za 18 złotych i wyruszyliśmy do Constancy. 

Vama Veche
Vama Veche

Constanca – świetne miejsce na spacer bulwarami 

Piękne miasteczko powitało nas nieco zaniedbanym budynkiem, w którym kiedyś było kasyno, szerokim bulwarem nad samym brzegiem Morza Czarnego i ładną starówką. Pospacerowaliśmy tam przez jakieś dwie godziny, a kilkadziesiąt minut później dojechaliśmy do Mamai, w której spędziliśmy cztery dni. 

Kasyno w Constancy
Constanca

Mamia – miejsce idealne do plażowania

Pobyt w Mamai zaczęliśmy od restauracji Agapi, w której zamówiliśmy po mititei i pomidorach z Telemea. Restauracja znajdowała się na samej plaży (w przeciwieństwie do Costinesti ta była bardzo czysta), a widok z ogródka był niesamowity. Do tego, jeśli podróżujecie z dziećmi, x miała mały plac i kącik z zabawkami dla najmłodszych. Najedzeni wyruszyliśmy do Studio La Dolce Vitea, w której mieliśmy zaklepany nocleg na 4 najbliższe dni. Mieszkaliśmy cztery minuty piechotą od plaży, obok znajdowały się bary i restauracje, sklep spożywczy czynny do północy i całkiem ładna, nieduża cerkiew. 

Plaża w Mami, jak już wcześniej wspomniałem, była bardzo czysta. Do tego pełna pięknych muszli, leżaków do wynajęcia w rozsądnych i mniej rozsądnych cenach, dostępem do wi-fi, toaletą i kilkoma barami. Pierwszego wieczora, z butelką wina w ręku, wyruszyliśmy podziwiać zachód słońca. Kolejne dni spędziliśmy na plażowaniu, podziwianiu wielkich meduz, które wyrzuciło na brzeg i kąpielach w ciepłym Morzu. Co prawda było nieco wietrznie, ale leżenie plackiem umilały nam niesamowite akrobacje miłośników kitesurfingu.  

Plaża Mamaia
Mamaia

Po trzech dniach nadszedł czas na powolny powrót do Polski i odwiedziny kilku winnic. 

Ale o tym w kolejnym poście! 

Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *