Jak idealnie zmarnować dzień?

To był ten dzień, podczas którego nie chcesz opuszczać swojego przytulnego łóżka. Leżałem przykryty kołdrą po czubek nosa i z laptopem położonym na klatce piersiowej oglądałem kolejny odcinek „Orange is the new black”. Co chwilę sięgałem po pizzę do pudełka stojącego na szafce nocnej i kolejne sceny przegryzałem włoskim plackiem.

Wykonywałem trochę automatyczne ruchy. Wszystko w rytm kropli deszczu, które uderzały o metalowy parapet zewnętrzny.
Pizza była już ledwo ciepła, ale to pewnie dlatego, że nie chciało mi się wstać,żeby zamknąć okno, przez które wpadało chłodne powietrze. Wszystkiego dopełniało lekkie pulsowanie w skroniach. Mogłem nie pić wczoraj tej trzeciej butelki Prosecco. Gdyby moja matka mnie teraz zobaczyła, pewnie umarłaby z dumy. Leżę nieświeży w pościeli, którą kilka minut temu ubrudziłem sosem kapiącym z pizzy. Dookoła łóżka leży kilka pustych butelek po wodzie mineralnej, którą ratowałem się rano. Lampkę postawiłem na podłodze, bo pudełko z pizzą nie mieściło się na stoliku. W powietrzu smród przetrawionego alkoholu mieszał się z zapachem pizzy.

Kac. Im jestem starszy tym jest gorszy. Kiedyś miał kilka twarzy. Teraz albo jest, albo go nie ma. A jak jest to tragedia. Do późnego południa zazwyczaj nie jestem w stanie wstać z łóżka. Każdy najmniejszy ruch potęguje uczucie wiercenia w środku głowy, każdy intensywny zapach wzmaga mdłości, a światło ból oczu.
Dlatego właśnie warto imprezować w piątek. Żeby mieć dwa dni na dojście do siebie. Poniedziałkowe poranki i tak nie należą do najłatwiejszych. A wyobraźcie je sobie doprawione wypruciem z energii i wszelkich sił witalnych.
Do podniesienia się z wyra na trochę dłużej niż 5 minut w celu odebrania pizzy, byłem gotowy około 16. Gdy niepewnym krokiem poczłapałem do łazienki i spojrzałem się w lustro nieco się wystraszyłem swojego odbicia. Opuchnięte policzki, podkrążone oczy, zaczerwienione skronie. Przysiągłem sobie, że nigdy więcej nie doprowadzę się do takiego stanu. Czuje się jak gówno, zmarnowałem cały dzień i nie zrobiłem niczego konstruktywnego.

Spojrzałem się na siebie jeszcze raz i stwierdziłem, że nie warto się oszukiwać.
To co? Widzimy się w Pawilonach w najbliższy piątek?

Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *