Bo tak wypada

Chrzcimy dzieci, nawet gdy z kościołem jest nam kompletnie nie po drodze. 

Bierzemy śluby kościelne, bo babcie i starzy trują dupę: „Dziecko, tak należy”. Spotykamy się z ludźmi, którzy nas wkurwiają, bo tak trzeba. 

Chodzimy na pierwsze urodziny trzeciego dziecka kuzynki Magdy, bo tak wypada. Spróbuj odmówić, a zaraz dostaniesz trzy telefony od członków rodziny i dowiesz się, że wyrosłeś na chama. I to dlatego, że nie masz ochoty spędzić czterech godzin z dwunastoma innymi osobami, ulokowanymi w pomieszczeniu o powierzchni 16 metrów kwadratowych, z zamkniętymi oknami (bo dzieciaka przecież przewieje, jeśli poczuje świeże powietrze i przestanie oddychać powietrzem wydychanym przez innych).

Od kiedy jestem „dorosły” przynajmniej na tyle, że ponoszę konsekwencje swoich działań, jest jedna rzecz, która niezmiernie mnie wkurwia. Nawet bardziej niż smród w komunikacji publicznej. Jest to robienie czegoś tylko dlatego, że tak wypada. 

Zastanówcie się dokładnie i odpowiedzcie sobie na pytanie: ile razy w ciągu ostatniego miesiąca zrobiliście coś tylko dlatego, że tak trzeba? 

Bo wszyscy tak robią

Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy argumentem „bo wszyscy tak robią”, zmuszano mnie do robienia czegoś na co naprawdę nie miałem ochoty.

Ja rozumiem, że żyjemy w świecie rządzonym przez konwenanse. Mniej czy bardziej potrzebne, mniej czy bardziej bzdurne.  Część z nich pewnie jest potrzebna chociażby do tego, żeby życie społeczne nie wyglądało jak życie zwierząt w dżungli (np. zachowanie odpowiedniej higieny osobistej), ale czy wszystkie? No moim zdaniem nie. 

Pogadałem z kilkoma znajomymi i stworzyłem listę rzeczy, które powinny być wyjęte spod znaku „bo tak wypada”:

  • jedzenie czegoś, chociaż nie jestem głodny 
  • grzeczne odpowiadanie na temat tego, kiedy wezmę ślub lub będę miał dzieci (niezmiennie od 10 lat mam ochotę odpowiedzieć: wujek, ciocia, weź spierdalaj, to nie twoja sprawa)
  • zapraszanie i uczestniczenie w spędach rodzinnych z ludźmi, z którymi podobno jestem spokrewniony, ale nie widziałem ich od stu lat i nie poznałbym ich na ulicy
  • przymuszanie do chrzczenia dzieci
  • branie ślubu z powodu ciąży 
  • udawanie, że ma się dobry humor, jak ewidentnie jest inaczej
  • przychodzenie na imprezy, na których będzie ktoś za kimś delikatnie mówiąc „nie przepadam” i wiem, że to nie będzie udany wieczór.

Kolejną kwestią jest tłumaczenie rzeczy społecznymi rolami przypisanymi płciom. „Nie maż się! Chłopaki nie płaczą” czy „damom nie wypada przeklinać!”  lub „kobietom nie przystoi picie wódki, ale jak już trzeba, to niech piją po pół kieliszka”. To dopiero początek, ale i temat na oddzielny wpis.

Na pytanie „co tam?” odpowiadamy „dobrze”, chociaż tak naprawdę jest nam mega chujowo, ale tak trzeba. Ludzie nie wiedzieliby, jak zareagować na „jest mi źle”.  Z resztą, to pytanie i tak zdają tylko dlatego, że wypada, a nie dlatego, że naprawdę chcieliby wiedzieć. Im jestem starszy, tym bardziej mam tego dość, ale z drugiej strony sam coraz bardziej ulegam tym bzdurnym regułom. Smutne. 

Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *